środa, 25 listopada 2009

Muszę pisać dziennik. Tyle się dzieje ostatnio. Chwile się pamięta, lecz niestety tylko przez moment, a potem ciągłe szukanie, w którym miejscu odłożyłam to wspomnienie?

Postaram się być sumienna i siadać codziennie. Zobaczymy czy mi się uda :)

Dzisiaj wybrałam się z chłopcami do UliKoszuli. Kawał drogi? W sumie nie, dosyć blisko jak na klimaty stoliczne i okołostoliczne. Oczywiście nie obeszło się bez korków, ale w końcu dojechaliśmy.

Franio jest już bardzo śmiałym chłopcem, stanowczo wszedł do domu Uli i zajął się zabawą. Wykorzystał, że jest pierwszy, wziął co lepsze kąski zabawkowe i zabarykadował się na kanapie. W zasadzie poza kilkoma epizodami typu toaleta, czy próba sił z pewną piękną Łucją bawił się sam.
Oczywiście starszaki podczas naszej chwilowej nieuwagi zmieniły wystrój sypialni naszej Gospodyni i na śnieżnobiałej ścianie najpierw pojawiła się pomarańczowa plama, po czym Franio przyszedł i szepnął mi do ucha: Mamo, w sypialni jest mały problem.

Mały problem okazał się być torowiskiem wymalowanym na ścianie, a raczej jak zostałam poprawiona przez piękną Łucję: WIA-DU-KTEM. Po dłuższych negocjacjach kredki zostały zaanektowane przez bandę mam, a Ula uznała, że pora zmienić kolor ścian :).

Stasio łaził wszędzie za Franiem i oczywiście odkrył, że można wejść do łazienki i naprawić pralkę. Liczyłam, że zasną w drodze powrotnej, ale po co? Stasio spał 5 minut, Franio 20 (norma jest dla Stasia ok. 1 godziny a dla Frania 2), tak więc po dłuższym wietrzeniu chłopcy wylądowali o 17.40 w wannie, a o 19 w łóżku.

Ja po raz setny oglądam Greys Anatomy i zaczynam się zastanawiać nad leczeniem. Chociaż z drugiej strony co może robić piękna, młoda mama gdy mąż jest w pracy? Tak, tak wiem czytać książki. Niestety dzisiaj nie jestem w stanie. Dzisiaj mam nastrój na medyczną operę mydlaną z pięknym McDreamy w tle, a może w pierwszym planie....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz